DOTYK SERCA PRZECZYTAJ ROZDZIAŁ BLOG O AUTORCE WYDAWNICTWO
ILLUMINATIO

Zapraszam Państwa do przeczytania fragmentu tej pięknej opowieści:

Mistrzu, chcesz powiedzieć, że znajduję przyjemność w cierpieniu?

Tak, zawsze, gdy coś ci nie wychodzi,

Gdy się użalasz, smucisz, płaczesz,

Kiedy się złościsz i krzyczysz,

Kiedy popełniasz te same błędy...

Mistrzu, wystarczy.

Więc, co mam teraz robić?

Przestań zaspokajać swoje przyjemności,

A zacznij realizować potrzeby.

 



PRZECZYTAJ WSZYSTKIE DARMOWE ROZDZIAŁY

Bez konfesjonału 2

 

~ Mateusz, napisałam do ciebie list.

- Po co? Przecież nie wyjechałem.

~ No niby tak, ale ty ciągle gonisz, nie masz czasu, żeby mnie wysłuchać, więc napisałam. Zależy mi, żebyś dobrze mnie zrozumiał. Spójrz na tę sytuację. Wystarczająco długo i ślepo cię kochałam łudząc, że się zmienisz. I choć nie okazywałam tego, ciągle żyłam z tym potwornym poczuciem winy, że nie potrafię być matką i ojcem jednocześnie. Starałam się dawać ci wsparcie, ale już samo sformułowanie, świadczy o tym, że nie robiłam tego, co należało. Nie było we mnie tej siły i determinacji, która potrzebna była mądrej matce.

- Co ty opowiadasz.? Ciągle się obwiniasz i obwiniasz!

~ To prawda, ale teraz to zmieniam i puszczam cię. Jestem już silna i gotowa, żeby to zrobić. Chcę, żeby tym razem, było to owocne i radosne wydarzenie. Ty, musisz odkryć w zakamarkach swej duszy swoje potrzeby, byś mógł świadomie, w oparciu o tę najwyższą mądrość, podejmować decyzje. Żyć słuchając komunikatów z Góry i poddawać się nim. Ja tego za ciebie nie zrobię. Ja zajmuję się wreszcie sobą.

Nie nauczyłam cię zarządzać pieniędzmi, ani własnym czasem. Nie wzbudziłam motywacji do podboju świata. Nie pokazałam ci jak można miło spędzać czas z rodziną i dobrze się bawić, bo sama tego nie umiałam.

Nie przyszedłeś z programem na łatwe życie, tylko na lekkie, a to nie jest to samo.

Próbowałam ci to uświadomić, pokazać, ale uciekałeś, bojąc się prawdy. Chciałam podpowiadać ci, co jest dobre, a co nie. Chciałam, żebyś nie popełniał tych samych błędów, co ja i chciałam, żeby żyło ci się łatwiej. Chciałam, żebyś zaczął mówić prawdę, ale sama uczyłam cię nieuczciwości, ukrywając prawdę przed bratem, lub płacąc twoje długi. Chciałam, żebyś ograniczył swoje wydatki lub zaczął na nie zarabiać, a tak naprawdę „pomagając” ci - uczyłam braku odpowiedzialności.

Jak widać strategia chcenia nie przyniosła spodziewanych rezultatów, więc ją zmieniam, na strategię konsekwencji, która uczy odpowiedzialności za swoje wybory.

Podałam list. Wyjął z koperty ostrożnie, zastanawiając się zapewne nad jego zawartością. Zaczął uważnie czytać.

 

Warszawa 25 sierpień 2003r


Kochany synu!

 

Przerywam to błędne koło i skupiam się wreszcie na swoim życiu, pozwalając Ci jednocześnie realizować własne życie, według własnego scenariusza.

Każdy z nas dąży do tego, żeby usłyszeć pieśń swojej duszy, odkryć własne wnętrze, bez względu na to, czy jesteśmy tego świadomi, czy nie. Świadome spotkanie ze swoją duszą, zrozumienie jej potrzeb i pragnień, pozwala nam żyć pełnią życia i realizować siebie. Aby to się mogło zdarzyć, musimy się puścić, tzn. poczuć się wolni i niczym nieograniczeni.

Wolni, od przekonań, które nam wpojono, a które tak naprawdę nie są nasze. Wolni, od myślenia naszych rodziców i otoczenia. Wolni, od oczekiwań. Wolni, od nałogów i destrukcyjnych zachowań, od tego, co nas rujnuje, a nie buduje. Wolni, od emocjonalnych potrzeb swoich matek i ojców. Każdy z nas, chcąc żyć pełnią, musi poszukać swej wewnętrznej mocy, w sobie.

Odkryłam, że pragnieniem mojej duszy jest samo życie. Życie z sobą w roli głównej.

Pierwszym krokiem, jaki robię w tej chwili, jest zaprzestanie dofinansowywania Ciebie, w związku i bez związku. To, co dotychczas robiliśmy oboje nie miało nic wspólnego z miłością, a jedynie z lękiem i zaprzeczaniem prawdzie. Ja, ustawicznie dawałam, a Ty - brałeś. Nie było w tym szacunku do siebie, ani równowagi, ani większej mądrości.

Przychodzi taki moment, że dzieci trzeba uwolnić, by mogły oddychać własnym powietrzem i żyły w osobistej przestrzeni; by odkryły, kim są, po co przyszły na ten świat i jaką mają tożsamość.

Wiele mówiłam o tym na szkoleniach i w trakcie terapii, widząc, ile cierpienia, szkód i ograniczeń wprowadzają w życie swoich dzieci nadopiekuńczy rodzice. Widziałam, jak odbierają im ich własną moc i czynią z nich bezradne, zagubione, często wręcz chore istoty.

Jak wiesz, podjęłam wiele świadomych decyzji. Niektóre samodzielnie, inne pod wpływem zewnętrznych okoliczności i osób. Tak naprawdę jednak, dotychczas nie byłam na nie wszystkie gotowa. Nie byłam pewna czy dobrze zrobiłam pozwalając Ci na samodzielne zamieszkanie, zarządzanie pieniędzmi, oddzielenie emocjonalne. Patrzyłam jak sobie radzisz i nie radzisz. Ciągle byłam pełna obaw i wątpliwości. Czułam wyrzuty sumienia, kiedy wpadałeś w dołek, lub widziałam, że nie jesteś szczęśliwy. Przypominałeś mi o bólu, który towarzyszył mi po śmierci mojej matki i obawiałam się, że możesz czuć się opuszczony, tak jak ja kiedyś. Było mi z tym bardzo źle. Tobie również, bo czułeś presję z mojej strony i wieczne oczekiwanie.

Przykro mi to stwierdzić, ale ten brak akceptacji z mojej strony i rodziny, utrwalał w Tobie nawyk kłamstwa i strategie ucieczki. Szło Ci to gładko, a i telefony gubiłeś w odpowiednich momentach. Zauważyłeś, że nie było w tym względzie przypadków?

Moje zachowanie wpłynęło w pewnym stopniu na to, że mając doskonałe warunki i możliwości, jeszcze w pełni nie jesteś samodzielny. Gdybym dalej kontynuowała to, co robiłam dotychczas i podsuwała Ci rozwiązania, zanim Ty znalazłeś własne, to mogłoby to doprowadzić do tego, że na swoją przyszłą partnerkę życiową wybrałbyś kolejną mamuśkę, która mówiłaby Ci, co robić i jak żyć.

To tyle wykładu. Dla mnie ważne jest, żebyś zrozumiał moją decyzję i jej motywy. Matka, która wyrzuca z gniazda swoje małe, czuje, że są gotowe, ale nie wie czy zaczną

fruwać czy rozbiją się o ziemię. Jeśli ptaki mają wiarę, to ufają w instynkt samozachowawczy swoich dzieci i w ich moc. Choć ja praktycznie wypchnęłam Cię z gniazda, już dwa lata temu, to nie nauczyłam, a może wręcz nie pozwoliłam Ci fruwać..

Na razie chodzisz sobie jak ten kogut po obejściu i gdaczesz, tak jak wszyscy. Cieszą Cię byle piórka, dziobiesz, co popadnie, a nie zauważyłeś, że masz skrzydła i że możesz latać. Wierzę dziś, że jesteś gotowy by odbić się od tego ” podwórka” i sprawdzić gdzie jest Twoje miejsce i kim jesteś. Teraz, Synu, uczymy się razem. Ja od Ciebie, a Ty ode mnie. Przyszedł czas na lekcje szacunku. Szacunku dla siebie samego i otoczenia.

Pamiętam, jak moja mama wielokrotnie powtarzała mi: szanuj siebie, bo jeśli Ty tego nie zrobisz, inni też nie będą Cię szanowali. I tymi słowami, Twojej mądrej babki, kończę dzisiejszą rozmowę.


Kocham Cię i uśmiecham się do Ciebie, całym sercem.

 

Mama.

.

Odłożył kartki na stół. Podniósł głowę i spojrzał mi głęboko w oczy.

~ Rozumiesz? - zapytałam.

- Tak - objął mnie mocno i staliśmy tak, w milczeniu, czując dotyk naszych serc.

- To ja już polecę, mamo.

~ Leć.



Mistrz uśmiechnął się i powiedział:

To było potrzebne.



Strony partnerów:

Wszystkie prawa zastrzeżone 2006. Copyright © 2006 Illuminatio